Gdzie jest “Malinowy chruśniak”?

Czy czytanie poezji w drodze jest dobrym pomysłem? Według nas, jak najbardziej, choćby dlatego, że tomiki są lekkie i małe. Będąc w drodze, blisko natury, zmieniamy swoje tempo i rytm. A może wreszcie zaczynamy je odczuwać? Pozwalamy sobie na powolność, zaczynamy dostrzegać szczegóły i inne strony pozornie znanego krajobrazu. Na naszą pierwszą wyprawę z poezją wybraliśmy Bolesława Leśmiana oraz miasteczko Iłża. To tam autor spędzał letnie wakacje, to tam rozpoczął się jego 30-letni romans z lekarką Dorą Lebenthal, który bezpośrednio zainspirował go do napisania słynnego cyklu erotyków „W malinowym chruśniaku”.

Zachęcamy Was do czytania wierszy Leśmiana intuicyjnie. To intuicja i czucie były jego przewodnikami po świecie. Twórczość tego poety łatwo daje się odczuwać i rozumieć bez specjalistycznego komentarza. Choć jednak zanim ruszymy w drogę, warto poznać kilka myślowych ścieżek, którymi on podążał. Nie są to szlaki oczywiste i na pierwszy rzut oka niedostępne. Michał Paweł Markowski w książce „Polska literatura nowoczesna” w bardzo ciekawy sposób analizuje twórczość Leśmiana. Wybraliśmy na drogę kilka kluczy, które pomogą otworzyć” jego poezję. 

Klucz 1. Rytmiczny zaklinacz świata.

Wiersze Leśmiana trzeba czytać, a w zasadzie słuchać, jak piosenki. Dla niego śpiew był mową odświętną*, która tworzy rym i rytm, oddając pierwotną dynamikę języka. Podobno poeta najpierw nucił rytm, a dopiero później pisał słowa. Ten pierwotny, intuicyjny i poetycki rodzaj języka Leśmian odróżniał od języka prozy, intelektu, abstrakcyjnych pojęć i generalizacji. To właśnie w śpiewie i poezji jest prawdziwe życie, a nie w pojęciach, które tylko mają za zadanie uprościć naszą komunikację i odciąć nas od prawdziwego życia. Dla niego poezja nie jest opisem rzeczywistości, wyrazem uczuć, jest stwarzaniem świata, jest miejscem, gdzie świat się zjawia”. 

*Jak pisze Markowski: Odświętność języka odsłania nam odświętność rzeczywistości. Odświętny nie oznacza sztucznie udekorowany, lecz istotnie uwolniony od zastygłego kształtu narzuconego rzeczywistości przez zrutynizowaną percepcję i równie zautomatyzowany język.” 

Klucz 2.  Poeta nicości

Leśmian bardzo chętnie sięgał do baśni i fantazyjności, czyli do świata pomiędzy byciem i niebyciem. Jak już wyżej wspomnieliśmy, to poeta stwarza świat w swoich wierszach, wydobywa go z nicości, która jest kolejnym pojęciem kluczem dla Leśmiana. Dla niego nicość jest czystą potencjalnością, miejscem, gdzie rzeczy mogą się pojawiać, ciągłym ruchem, który ważniejszy jest od bytu, czegoś, co jest, czegoś stałego. Jak pisze Markowski Poezja według Leśmiana to wygłos rzeczywistości, który możliwy jest tylko dlatego, że rzeczywistość przechodzi przez oczyszczającą ją z czasu nicość, ale wprowadza też w inny czas”. Dla autora bardzo ważne jest ciągłe przeskakiwanie z tego, co jest, do tego, czego nie ma, i odwrotnie. Znana jest anegdota, która podkreśla jego zamiłowanie do nicości: Przyjechała pusta dorożka i wysiadł z niej Leśmian”. 

Klucz 3. Inna strona leśmianowskich neologizmów

Pierwsze co przychodzi nam do głowy, gdy myślimy o języku poety, to Leśmianowskie neologizmy, czyli bardzo charakterystyczne nowe słowa wymyślone po to, żeby nazywać nieistniejące przedmioty i pojęcia, których dotychczasowy język nie był w stanie ogarnąć. Zgodnie z tą definicją zakłada się, że najpierw jest rzeczywistość, a język wtórnie ją opisuje. Markowski zauważa, że jest to sprzeczne z myśleniem Leśmiana o języku, bo według niego to język jest pierwszy, bez niego nie ma rzeczywistości, to język wydobywa z nicości nowe światy opisywane przez nowe słowa. 

 

** Kilka słów o Bolesławie Leśmianie oraz o historii Iłży zamieściliśmy na końcu naszego tekstu. Historię powiązania Leśmiana z Iłżą odkrył miejscowy regionalista Adam Bednarczyk, a opisał ją w książce „Taka cisza w ogrodzie. Iłżecka miłość Leśmiana”.

** Wiersze Bolesława Leśmiana uczniowie omawiają w szkole. Bardzo zachęcamy klasy do wybrania się na nietypową wycieczkę szkolną do Iłży. Wierzymy, że czytanie w drodze pomaga w zrozumieniu i przeżywaniu poezji. 

 

 Trasa wyprawy, która trwa około 6 godzin.

Możesz pobrać wyprawę w pdf.

 

Nasza wyprawa ma zachęcić Was nie tylko do czytania poezji Leśmiana, lecz także do poznania okolicy Iłży. Wybraliśmy kilka punktów, które według nas są ciekawe same w sobie, ale również bezpośrednio lub pośrednio mogą  wpłynąć na czytanie i zbliżenie się do wierszy naszego autora.

 1. Kolejka wąskotorowa: Starachowice – Iłża 

Proponujemy zacząć wyprawę od zanurzenia się w lesie, nietypowo i powoli, bo podczas jazdy kolejką wąskotorową, która kursuje ze Starachowic do Iłży. Powstała ona na początku XX wieku jako środek transportu wykorzystywany w związku z działalnością starachowickiego Wielkiego Pieca. Kolejką można pojechać tylko w określone miesiące w roku. Szczegółowe informację znajdują się tutaj: http://skw.org.pl

 2. Marcule i Arboretum 

Na trasie kolejki można zrobić sobie przystanek i odwiedzić osadę leśną Marcule, w której znajduje się arboretum.  W tym ogrodzie dendrologicznym bada się rośliny, na przykład pod kątem ich wzrostu i odporności na mróz w naszej sferze klimatycznej. Polecamy zobaczyć także alpinarium oraz bogate wrzosowiska. Obrok arboretum znajduje się także Centrum Edukacji Przyrodniczej. Gdy przebywamy w takich miejscach, często nasuwa nam się pytanie, w jaki sposób człowiek traktuje naturę, czy to nasze wszechobecne jej zagospodarowywanie i badanie nie powoduje, że jest dla ona dla nas bardziej obca?

Szczegółowe informacje o godzinach otwarcia itp. znajdują się tutaj: http://www.marcule.radom.lasy.gov.pl/arboretum 

 3. Izba Pamięci Bolesława Leśmiana

Po leśnych przeprawach jesteśmy w Iłży! Małe miasteczko wita nas przykurzonymi kamieniczkami i wąskimi uliczkami z jednej strony otoczonymi przez wzgórze zamkowe, a z drugiej przez typowe polskie bloki. Nie brakuje tu banerów i obco brzmiących nazw lokalnej gastronomii. To, co zwraca uwagę, to kilka lodziarni obok siebie (Iłża słynie ze znakomitych lodów). Każda z nich próbuje się chwalić wieloletnią tradycją – która jest najlepsza, nie wiemy. 

Po rozejrzeniu się dokoła warto udać się do Punktu Informacji Turystycznej przy ulicy 11 Listopada 2, gdzie na górze znajduje się niewielka Izba Pamięci Bolesława Leśmiana. Można znaleźć tam liczne pamiątki po pisarzu, a także jego figurę woskową, dzięki której przekonacie się o jego niewielkim wzroście – pisarz miał zaledwie 155 cm. Uważajcie, bo można się jej przestraszyć. Są tam też nietypowe rekwizyty, takie jak popielniczka pełna petów – Leśmian był nałogowym palaczem, wypalał ponad 70 papierosów dziennie. Te dwa pokoje, pełne przedmiotów z epoki i zdjęć, pomagają nam wyobrazić sobie realia i czasy, w jakich żył poeta. 

 4. Dom i ogród Sunderlandów, malinowy chruśniak

Po krótkim zapoznaniu się z życiem poety idziemy do najważniejszego miejsca naszej wyprawy – na ulicę Podzamcze 38, gdzie znajduję się słynny malinowy chruśniak. Obecnie teren jest prywatny, ale właściciele pozwalają zaglądać do ogrodu. Przez wiele lat nie wiadomo było, gdzie rosły miłosne maliny Leśmiana, całe pokolenia historyków, literatów oraz wielbicieli poezji Leśmiana przez dziesięciolecia poszukiwały malinowego chruśniaka. Czyj był ogród, do kogo należał dom i dlaczego to miejsce było dla poety tak ważne?

Bolesław Leśmian przyjeżdżał na wakacje do Iłży do swojej ciotki, siostry ojca Gustawy Sunderland (z domu Lesman). Dom jest jednym z najstarszych w miasteczku i ma bardzo ciekawą historię. Pierwotnie mieściła się w nim Fabryka Naczyń Fajansowych Leviego Sunderlanda, angielskiego Żyda, który za namową Stanisława Staszica rozpoczął swoje interesy w Iłży. Kolejni właściciele przebudowali ją na kamienicę czynszową, która stoi do dnia dzisiejszego. Ciotka poety prowadziła dom na wysokiej stopie, był letnim azylem dla odwiedzających gości, panowała w nim cisza i spokój. Otaczał go wspaniały ogród z morzem kwiatów i altaną, w której poeta często pracował. Sąsiedzi wspominali Leśmiana dobrze, jako osobę bardzo towarzyską. Poeta często spacerował i dopytywał się o miejscowe obyczaje ludowe. Leśmian miał słabość do flirtów, podczas jednych z wakacji zadurzył się w swojej kuzynce, malarce Cecylii Sunderland. Romans był dość niezręczny ze względu na rodzinne koligacje. Gdy przyjechał w 1917 r. do Iłży, był już żonaty z malarką Zofią Chylińską, co jednak nie przeszkodziło mu stracić głowę dla lekarki Dory Lebenthal. Nie uchodziła za piękność, ale miała w sobie niezwykły urok, uznawano ją za wyzwoloną kobietę, była po rozwodzie, żyła na własnych zasadach. Podobno po raz pierwszy spotkali się w ogrodzie, podczas zrywania malin, i zakochali od pierwszego wejrzenia. Słynny cykl erotyków „W malinowym chruśniaku” został napisany na cześć tej miłości i tamtych letnich dni w Iłży. Romans kochanków przetrwał wakacje i wiele kolejnych lat.

Ogród odwiedziliśmy zimową porą. Ponieważ nie było nikogo z właścicieli, przeszliśmy przez dziurawy, upadający płot. Teren położony jest na zboczu, sąsiaduje z wąwozem i wzniesieniem, na którym znajduje się iłżecki zamek. Panująca aura i kolory na pierwszy rzut oka nie przypominały atmosfery Leśmianowskich wierszy, które zanurzone są w lecie i jego obfitości. Ale jak chwilę pochodzimy, usiądziemy i przyjrzymy się temu, co jest dokoła, to widzimy rytm gałęzi i leśmianowską śpiewność świata. Nawet gnijące liście mają w sobie coś ze złachmaniałych pajęczyn i rdzawych guzów, są obrazem bycia w połowie drogi, pomiędzy istnieniem a rozkładem. Będąc w ogrodzie, czujesz się trochę jak w ukryciu (być może przez to przechodzenie przez płot), stawiasz cicho kroki, przyglądasz się wszystkiemu z uwagą. Ogród sam w sobie ma ogromną symboliczną moc, jest to miejsce piękna i grzechu. Leśmiana nazywają poetą pieszczoty – przyjemnej, ale też zakazanej. 

Pewnie jest to najlepsze miejsce do przeczytania wierszy „W malinowym chruśniaku” oraz „Taka cisza w ogrodzie”, które znajdują się w zbiorze „Łąka” wydanym w 1920 r. 

W MALINOWYM CHRUŚNIAKU

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem

Zapodziani po głowy, przez długie godziny

Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.

Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

 

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,

Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,

Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,

I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,

A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,

Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni

Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty

Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie

 

Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,

I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,

Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,

Porwałem twoje dłonie – oddałaś w skupieniu,

A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

TAKA CISZA W OGRODZIE

Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze

Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie.

Czerwieniata wiewiórka skacze po sośninie,

Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.

 

Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem

Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,

Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,

Co w ślad za niem – spóźnione – opadają potem.

 

Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady

I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,

A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,

Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem

Kto w tych wierszach jest głównym bohaterem? Może warto oddać tę rolę malinom albo jabłku, które pomaga w rozkwicie, ale też ukryciu miłości kochanków. Malinowy chruśniak, nawet ten bez liści, tworzy atmosferę intymności, ma nawet w sobie coś z czułości. Słowo, które za sprawą Olgi Tokarczuk i jej mowy noblowskiej zyskało ogromną popularność, bardzo dobrze oddaje atmosferę tych wierszy i miejsca, o którym one mówią. To, co przykuwa naszą uwagę w drugim wierszu, to oddanie sprawczej mocy ciszy. Warto usiąść na ławce w ogrodzie i na własną rękę szukać bliskich sobie sensów w tych wierszach albo wokół tego, co się dokoła dzieje. Jest to bardzo przyjemnie bo taka cisza w ogrodzie….

Polecamy bardzo podcast zrealizowany przez Program II Polskiego Radia, w którym członkowie Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego opowiadają o ogrodzie i okolicznościach przywrócenia pamięci po malinowym chruśniaku: https://www.polskieradio.pl/8/2222/Artykul/2197725,Lesmian-w-Ilzy-Poeta-nieodkryty-i-jego-sekrety.  W ogrodzie możesz posłuchać również piosenki W malinowym chruśniaku” wykonanej przez Marka Grechutę i Krystynę Jandę: https://www.youtube.com/watch?v=yO5GriNz_Bs

Mało tego, popularna teraz wokalistka Daria Zawiałow nagrała również piosenkę Malinowy chruśniak”, choć co prawda jedynie jej tytuł jest pożyczony od Leśmiana, słowa są już autorstwem piosenkarki: https://www.youtube.com/watch?v=c_FsxDBoKcw. Ale dzięki temu możesz zobaczyć, jak mówi się o miłości teraz, a jak się to robiło dawniej.

 5. Zamek Iłży 

Z ogrodem Sunderlandów na wzgórzu sąsiadują ruiny zamku, jest to najbardziej znane miejsce w Iłży. Z relacji wiemy, że poeta często tam przesiadywał, miał doskonały widok na panoramę miasta, okoliczne pola, łąki i zarys Gór Świętokrzyskich. Jest to obowiązkowy punkt do zobaczenia. Kilka słów o historii zamku:

Zamek w Iłży był siedzibą biskupów krakowskich. Jan Długosz przypisuje jego wzniesienie w latach 1326-47 biskupowi Janowi Grotowi. Został zbudowany w stylu gotyckim, z miejscowego kamienia, na planie trójkąta, z zaokrąglonymi narożami i okrągłą wieżą obronną. Podczas wojen szwedzkich zamek popadł w ruinę. Udało się go odbudować przez kolejnych biskupów. W 1789 r. na mocy postanowień Sejmu Czteroletniego dobra biskupie skonfiskowano na rzecz państwa. Po rozbiorach, za panowania Austriaków, w zamku znajdował się szpital wojskowy, urządzano też w nim zabawy dla okolicznej ludności. Od XIX wieku zamek popadał w ruinę i stał się rezerwuarem materiałów budowlanych dla mieszkańców miasteczka. 

 6. Łąki, Iłżanka, wąwóz w Kluskowym Borku oraz kościół św. Franciszka.

Po wizycie na zamku proponujemy poszwendać się po okolicznych polach i łąkach. Z relacji sąsiadów wiemy, że tak właśnie Leśmian najbardziej lubił spędzać czas w Iłży. Polecamy po prostu iść przed siebie i robić przystanki na czytanie wierszy. Jednak jeśli potrzebujecie konkretniejszych wskazówek, możecie udać się do Kluskowego Borku, w którym znajduje się jeden z największych wąwozów otaczających Iłżę. Podobno wcześniej nazywał się on Glasgowym Borkiem, gdyż zgodnie z legendą Szkot z Glasgow otrzymał ten teren w darze od biskupa krakowskiego za walkę z Tatarami. Warto odwiedzić również bardzo urokliwą kaplicę św. Franciszka z XIX w., która stoi samotnie w środku pól. (Adres: Iłża-Kotlarka 87). Podczas tej części wyprawy warto przeczytać wiersze Łąka” oraz Ballada bezludna”.

Chodząc po tych polach i łąkach, można sobie po prostu pobyć z naturą. Dla Leśmiana była ona równorzędna z człowiekiem, można by powiedzieć, że dla niego wszystko, co nas otacza, posiadało swoją świadomość. Tytułowa łąka wyłania się i stwarza w momencie, kiedy zostaje nazwana. Ale przez kogo? Tego nie wiemy, może przez Boga albo po prostu przez człowieka. Ten bardzo konkretny świat natury przyciąga i tworzy kompletny obraz, wydaje się, że wszystko żyje w doskonałej harmonii ze sobą. Natomiast w Balladzie bezludnej łąka ponownie rozkwita, ale jest niedostępna dla ludzi. Język jest witalny, jakby wylewał się z obfitości, jest pełen życia, ale nie niewinności. W kontraście do łąki bardzo ważną rolę odgrywa mgła, która chce się stworzyć, lecz nie może. Mamy tutaj  charakterystyczny moment dla poezji Leśmiana – bycia pomiędzy, próby przejścia.Ten ruch, wyłanianie się, odsyła nas do nicość jako potencjalności. Wybrzmiałe piękno łąki miesza się z niespełnieniem, z rozkładem i pożegnaniem. Chodząc po iłżeckich polach, warto właśnie w taki sposób patrzeć na naturę, na jej dwojakie oblicza. 

ŁĄKA.

 I 

Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,

Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?

 Zawołana po imieniu

 Raz przejrzałam się w strumieniu —

I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

 

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,

Przyszły pszczoły z kadzidłem i myrrą i złotem,

 Przyszła sama Nieskończoność,

 By popatrzeć w mą zieloność, —

Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem…

 

Kto całował mak w zbożu — nie zazna niedoli!

Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli…

 Kocham stopy twoje bose,

 Że deptały kruchą rosę,

Rozróżniając naoślep chabry od kąkoli.

 

Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę!

Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę,

 Połóż kwiaty na rozstaju,

 Zwilżyj miedzę w tym ruczaju,

Co wie o mnie, że trawą brzeg jego nawiedzę.

 

Już słońce mimochodem do rowu napływa,

Skrzy się łopuch kosmaty i bujna pokrzywa, —

 Jeno pomyśl, że ci wolno

 Kochać łątkę i mysz polną

I przepiórkę, co z głuchym trzepotem się zrywa!

 

Idzie miłość po kwiatach — wadzi o twe ciało,

Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało.

 W mojej rosie, w moim znoju

 Podostatkiem masz napoju

Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą.

 

Cień twej głowy do moich przybłąkał się cieni.

Wiem, że w oczach nie zdzierżysz tej wszystkiej zieleni,

 A co w oku się nie zmieści,

 To się w duszy rozszeleści!

Jeszcze dusza ci nieraz żywcem się odmieni.

 

Parna ziemia przez kwiaty żar dzienny wydycha,

Uschły motyl zesztywniał wśród jaskrów kielicha, —

 Oczarujmy się nawzajem,

 Zaskoczeni nagłym Majem, —

Maj się chyli ku nocy i miłość nacicha…

BALLADA BEZLUDNA.

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka,

W swem bezpieczu szmaragdowem rozkwitała w bezmiar łąka,

Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,

A gwoździki z poza trawy wykrapiały się wiśniato.

Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny,

I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny,

A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,

I nie było tu nikogo, ktoby widział, ktoby słyszał.

 

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

 Czemuż niema ust moich na łące?

 Rwać mi kwiaty rękami obiema!

 Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema?

 

Zabóstwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu,

A tu jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,

I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić,

Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić, —

I czuć było, jak się zmaga zdyszanego męką łona,

Aż na wieki sił jej zbrakło — i spoczęła niezjawiona!

Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało,

Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało.

 

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

 Czemuż niema ust moich na łące?

 Rwać mi kwiaty rękami obiema!

 Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema?

 

Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady

Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,

Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia,

Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia,

Żuki grały jej potrupne, świerszcze — pieśni powitalne,

Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne!

Wszyscy byli w owem miejscu na słonecznym, na obrzędzie,

Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!

 

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

 Czemuż niema ust moich na łące?

 Rwać mi kwiaty rękami obiema!

 Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema?

 7. Cmentarz Żydowski

Na koniec wyprawy warto udać się na Cmentarz Żydowski, który znajduje się w Kluskowym Borku. Podczas II wojny światowej został zdewastowany przez nazistów, w latach dwutysięcznych odbudowany z inicjatywy iłżeckiej polonii amerykańskiej oraz władz miasta. Cmentarz jest symbolicznym miejscem pamięci po ludności żydowskiej, która licznie zamieszkiwała Iłżę przed wojną.  Dla naszej wyprawy jest to miejsce symbolicznie ją kończące, ponieważ tutaj spoczywa miłość Leśmiana, Dora Lebenthal. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo, w którym miejscu znajduje się jej grób. Ponownie przyjechała do Iłży już po śmierci poety. W trakcie wojny, jako Żydówka, musiała uciekać z Warszawy. Iłża wydawała się bezpiecznym miejscem, ale była nim tylko do czasu, dość szybko spotkała się z szykanami. Żyła w bardzo skromnych warunkach, pracowała w miejscowym szpitalu. W 1942 r. zaraziła się tyfusem od jednego z pacjentów i zmarła. 

Na koniec warto przeczytać wiersz Wieczór” – mówi się, że iłżeckie krajobrazy były inspiracją do jego napisania.

WIECZÓR

Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące

Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza,

Zetknięte z niebem, co życie, gasnące

Pod barw przymusem, – w głąb marzeń przedłuża,

Aby dowidzieć po przez dale puste

Jedyną wokół purpurową chustę

Dziewczyny, która swych dłoni oplotem

Kolana zgodnie wgarnęła pod brodę

I, coraz bardziej pod niebios namiotem

Samotniejąca w tę dal i pogodę,

Oddawna ruchu i snu nie odmienia,

Chłonąc czar drętwy samego patrzenia

We wszystko naraz, w nic zasię zosobna,

W pobok, zaledwo do siebie podobna,

Wyolbrzymiona wobec próżni świata,

Krowa się w świetle różowi łaciata,

Co jednym rogiem pół słońca odkrawa,

A drugim wadzi o daleką gruszę…

Sennych owadów nieprzytomna wrzawa

Umacnia pustkę i podsyca głuszę,

Wspartą na stogach, powiązanych w drągi.

Kolejne idą nad polem przeciągi

Tchu ziół dalekich, zaprawnego potem

Zoranej ziemi, co – tknięta wron lotem –

Paruje ciężko i chłodnieje zwolna.

Na widnokresie jakaś mgła dowolna,

Cień, nie mający przyczyn wśród przestworu,

Rośnie, by zwiększyć potęgę wieczoru,

I wśród rosnących z nim razem bezmiarów

Dziwnie brzmią zgiełki świerszczących komarów.

 

Kilka słów o Bolesławie Leśmianie

Bolesław Leśmian urodził się w Warszawie w 1877 r., pochodził z rodziny o żydowskich korzeniach. Właściwie nazywał się Lesman, przydomek wymyślił mu kuzyn Antoni Lange. Młodość spędził w Kijowie, gdzie ukończył prawo na tamtejszym uniwersytecie. W Paryżu, podczas swoich europejskich podróży, poznał przyszłą żonę, malarkę Zofię Chylińską, z którą miał dwie córki. Mieszkał w Hrubieszowie oraz w Zamościu, w którym prowadził kancelarię notarialną. Po tym, jak jego pracownik dokonał oszustwa i kradzieży, Leśmian wpadł w kłopoty finansowe. Pomogła mu Dora Lebenthal, która sprzedała swoje mieszkanie i dała pieniądze. W roku 1933 został członkiem Polskiej Akademii Literatury, powracając na stałe do Warszawy.  Zmarł w 1937 r. na serce. Jego ostatnie słowa, zapamiętane przez córkę, brzmiały: Jest tam kto?”. Podobno podczas pogrzebu Dora zamknęła się w karawanie i nie pozwoliła wejść do środka córkom i żonie pisarza. Co pokazuje, jak dramatyczna i głęboka musiała być ich miłość. 

Leśmian długo czekał na uznanie. Początkowo mówiło się o nim jako epigonie Młodej Polski,  jego twórczość postrzegana była jako sentymentalna i odtwórczo kontynuująca przeszłe tradycje. Dopiero pod koniec życia i po śmierci został uznany za pisarza na wskroś nowoczesnego i jednego z bardziej oryginalnych twórców XX wieku. W swojej poezji nie odnosił się do spraw bieżących, unikał polityki, natomiast czerpał z filozofii, zwłaszcza metafizyki.  Zamiłowanie do folkloru, baśniowości i ballad ściśle wiąże się z jego poglądem na język, czyli wywyższeniem rytmicznej epiki ustnej. Słynne stały się leśmianizmy, jako specyficzna odmiana neologizmów.  Jako poeta debiutował w 1895 roku, a opublikowanie pierwszego tomiku zajęło mu 17 lat, tym pierwszym tomem poetyckim był „Sad rozstajny” wydany w roku 1912. Następnie wydał książki prozatorskie Klechdy Sezamowe”, Przygody Sindbada Żeglarza” oraz Klechdy polskie” – baśnie oparte na motywach folklorystycznych. Zajmował się również przekładami literackimi, eseistyką filozoficzno-estetyczną (m.in. „Z rozmyślań o Bergsonie, Rytm jako światopogląd”) oraz krytyką literacką. Kolejne zbiory poezji to „Łąka” (1920), „Napój cienisty” (1936), „Dziejba leśna” (wyd. pośmiertnie, 1938). 

Kilka słów o Iłży

Jak głosi legenda, mieszkająca na tych ziemiach królowa straciła swojego jedynego syna, a żeby upamiętnić jej ból, król postanowił nazwać tę ziemię Jejłzą. Z biegiem czasu okoliczna ludność uprościła nazwę na Iłza, Iłża. Tak głosi legenda…

Iłża, położona w dolinie rzeki Iłżanki na pograniczu Gór Świętokrzyskich i Niziny Mazowieckiej, otoczona wzgórzami i wąwozami, jest jednym z najstarszych miast w Polsce.  Jej początki sięgają XII wieku. Do 1789 r. była własnością biskupów krakowskich. Uległa dużym zniszczeniom podczas najazdów tatarskich. Około 1340 r., dzięki staraniom biskupa Jana Grota, z miejscowego kamienia wzniesiono zamek, który w wyniku potopu szwedzkiego i w efekcie kolejnych interwencji wojskowych uległ zniszczeniom.  Od XV wieku miasteczko słynęło z ceramiki.  W okresie największego rozkwitu garncarstwa wyrabiane tu naczynia dostarczane były do większych miast oraz za granicę. Garncarze iłżeccy mieli prawo do sprzedaży swych wyrobów pod zamkiem królewskim w Krakowie. Tradycja garncarska odrodziła się w PRL-u.

Iłża do dzisiaj słynie z unikalnego zwyczaju tzw. „barabanienia”, czyli bębnienia na wielkim kotle podczas Świąt Wielkanocnych. Baraban to wielki bęben turecki używany przez pułki janczarskie i niektóre oddziały dawnych wojsk polskich. Kocioł pochodzi z XVII wieku i przechowywany jest w Iłży w kościele pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. 

W XIX wieku w Iłży powstała gmina żydowska. Żydzi stanowili 49% procent mieszkańców miasta, podczas II wojny światowej większość z nich została wywieziona do obozów zagłady. 

 

Autorka wyprawy i zdjęć: Diana Gaik